Kilkadziesiąt kilometrów od Krakowa. Słońce świeci, ale wiatr chce urwać głowę...
Hamujemy!
"O matko jedyna!"...
Tyle chyba by wystarczyło zostawić w tym poście. Zdjęcia wszyscy widzicie... nam odebrało mowę. 
Kiedy wracałam do domu, miałam ułożony w głowie tekst na to wszystko. Chciałam wyrzucić z siebie wszystkie emocje jakie towarzyszyły mi tamtego dnia, ale nie mogę. Rozrywa mi serce. 
Właścicielka i jej syn nie chcieli oddać psa. Obiecali kupić budę. Pani podpisała zobowiązanie.
Zawsze staramy się dać komuś szanse. Tutaj widać cień nadziei na poprawę warunków, dlatego czekamy na dzień rekontroli. Pani została uprzedzona, że odbierzemy psiaka jeśli nie dostanie solidnej budy.
Dziękuję Pani Annie R. za pomoc w tej interwencji! 
EDIT: Pani kupiła psu nową, ocieplaną budę i wydłużyła łańcuch.






