To co widzicie na pierwszym zdjęciu było BUDĄ DLA PSA!
Zatrważające, prawda?
To pomyślcie, że obok tego stała ocieplona, normalna buda.
Temat tego miejsca znany był innej fundacji. Buda została dowieziona przez nich. Wtedy dwa psy odebrano. Został jeden, którego już także nie ma. "Zachorował i zdechł"...Wtedy kobieta odgrażała się kijem, wyganiała z posesji. Szybko pojawił się kolejny psiak, który został uwiązany do sterty eternitu, cegieł i pustaków. Ułożonych jakby celowo, w coś na wzór szałasu.
Kilka domów dalej mieszka Pani Sołtys z którą niestety nie udało nam się porozmawiać, ponieważ jej nie zastaliśmy. Nic straconego.
Udało się nam podejść kobietę na tyle, że nie oberwaliśmy kijem po plecach, a nawet usłyszeliśmy słowo "dziękuję" 
Psiaka przenieśliśmy do tej dobrej budy. Niestety nie był do nas przyjaźnie nastawiony i ciągle usiłował złapać za łydkę
Musieliśmy użyć chwytaka by unieruchomić jego głowę. Przy szyi miał upięty kawałek łańcucha niepasujący do reszty, a do tego jakieś kawałki materiałów i sznurków. Z pomocą noża udało się odciąć zbędny balast.
Pani jest przygłucha. Musieliśmy krzyczeć by się z nią porozumieć. Były momenty, że podnosiła głos, więc zamiast skupiać się na psie musieliśmy uspakajać kobietę i trzymać na wodzy własne nerwy, żeby móc skończyć poprawę warunków. W końcu udało się zrobić to co chcieliśmy. Piesek dostał nową obrożę, ma ciepłą budę, dostał wodę i jedzenie. Zostawiliśmy także worek karmy i dwie zgrzewki pasztecików Butcher'sa, które psiak przy nas jadł ze smakiem.
Jedyna nadzieja w Pani Sołtys, by kontrolowała warunki i nie dopuściła do tego, żeby psiak został przeniesiony pod stertę tych eternitów.
Na rekontrolę wybieramy się za tydzień. Wtedy podrzucimy kolejną porcję karmy.
Dziękujemy Pani Annie R., która przeprowadzała z nami tę interwencję! 






